Niejasne zasady oszczędzania

O tym, że trzeba czytać wszystko, co się podpisuje, wiadomo nie od dziś. W przeszłości jednak ludzie nie mieli do czynienia z taki rozbudowaną biurokracją i coraz powszechniejszą swoistą papierologią. Nieustannie rośnie liczba umów i zobowiązań, przypadających na jednego rodaka. Dotyczy to niemal każdej sfery życia. Szczególne znaczenie ma natomiast wszędzie tam, gdzie w grę wchodzą pieniądze. Im są one poważniejsze, tym lepsza lupa przyda się do rozszyfrowywania tego, co zostało w umowie ujęte znanym, choć na ogół niezrozumianym małym drukiem. Dobrym przykładem jest tu działalność bankowa. Choć klienci zachęcani są możliwością założenia rachunku w przysłowiowe pięć minut, to jednak jak przychodzi co do czego, to samo drukowanie potrzebnej dokumentacji trwa znacznie dłużej. Niby wszystko to standardowe procedury, ale bywają również sytuacje, kiedy klienci są bardzo zdziwieni warunkami, na jakie zgodzili się poprzez złożenie podpisu na określonym dokumencie. Przykładem bardzo niejasnej, a także bulwersującej opinię społeczną sprawy pozostają tak zwane polisolokaty. Pozornie podobne do tradycyjnych lokat, ale jak się okazuje często stanowią dla klientów poważny problem. Narzucają bowiem bardzo restrykcyjne zasady regulowania należności. Mogą na przykład zobowiązywać do kolejnych wpłat i wiązać się z utratą wszystkich środków w przypadku niespełnienie jakiegoś wymogu.

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply