Zgodnie z zapowiedzią zapraszam do recenzji Europejki Manueli Gretkowskiej.
Europejka jest kolejnym po Polce dziennikiem Gretkowskiej. Muszę przyznać, że z zaciekawieniem przystąpiłam do lektury niejako drugiej części przygód pisarki ponieważ jej wcześniejsza Polka była mi dość dobrze znana i przyznam szczerze bardzo entuzjastycznie przyjęłam twórczość Gretkowskiej
Z pewnością ogromnym plusem Europejki jest fakt, że można czytać tą pozycję bez znajomości jakby pierwszej części przygód pisarki, znajomość Polki będzie po prostu dawało dodatkową przyjemność z czytania!
Gretkowska w dzienniku opisuje życie codzienne – zmiana mieszkania na dom, święta, praca, wywiady, spotkania – to wszystko jednak przyprawione pikantnymi ripostami pisarki. Polska rzeczywistość razi Gretkowską, odbijając się czasem wręcz czkawką.
Konkretne odniesienia do zdarzeń z przeszłości sprawiają, że Europejka poza osobistym dziennikiem prowadzi nas przez szlak kilkunastu miesięcy poprzedzających dzień wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Dość szczególne wydarzenie przedstawione jest w przenikliwym oku Gretkowskiej – widzimy ojczyznę zaściankową, szarą, prezentującą bardzo wąskie horyzonty rodaków. Pisarka nie oszczędza też polskich mediów będących generalnie medialną papką.
Przy spostrzeżeniach Manueli Gretkowskiej związanych typowo z polską rzeczywistością, możemy też obserwować Gretkowską – matkę.
Narodziny Poli sprawiły, że narodziła się również nowa Gretkowska, macierzyństwo dało pisarce drugą twarz, nieznaną dotąd czytelnikowi.
Taki, nieco ocieplony, wizerunek pisarki sprawia, że książkę mimo dużej dawki sarkazmu i pewnej nawet pretensji do zaściankowej Polski czyta się łatwo i przyjemnie.
Nie jest to ciężka lektura, mimo że poruszająca poważne i konkretne tematy. Jak się okazało nawet i Gretkowską można na jakiś czas „ujarzmić”
Popularity: 13% [?]












Comments
Powered by Facebook Comments