Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości i zastanawia się nad słusznością powołania w słynnej reformie szkolnictwa gimnazjów polecam „Galerianki”. Tam w pigułce widzimy do czego prowadzi wysyłanie dzieciaków do nowej szkoły, w której to rzekomo są oni już dorośli.
Jest nawet w tym filmie zdanie, w którym Milenia zwraca się do swojej koleżanki mniej więcej słowami „Ubierz się jakoś (w domyśle bardziej wyzywająco), nie jesteś już w podstawówce”… No tak, gimnazjaliści są przecież już tacy dorośli, nie są już w podstawówce więc w domyśle można im więcej, a może nawet i wypada, żeby robili więcej?
Stworzenie gimnazjów doprowadziło do wprowadzenia podziału nastolatków, którzy zamiast swoje wybuchy buntu i manifestowania dojrzałości manifestować w liceum zaczynają robić to właśnie w gimnazjach.
W końcu skończyli już podstawówkę i nie są już dziećmi! Czyż nie?
Dlaczego nikt nie pomyślał o tym psychologicznym aspekcie, gdy wpadł na świetny pomysł stworzenia gimnazjów? Gimnazjalistom wręcz jeszcze ciągle powtarza się frazę „nie jesteście już w podstawówce, zachowujcie się”.
Więc tak oto nasi gimnazjaliści zapamiętują sobie to bardzo dobrze – nie jesteśmy już w podstawówce, nie jesteśmy dziećmi możemy więcej. Czy w tym „więcej” mieści się też coraz bardziej szerząca się agresja?
Czy nie możemy chociaż po części właśnie gimnazjów winić za to, że poczucie dorosłości tak młodych ludzi wyzwala w nich pokłady agresji, które do tej pory nie pojawiały się u 13-latków?
Pewnie w pewien sposób się to ze sobą wiąże – okres dojrzewania, niespożyte pokłady energii, chęć zaimponowania swoim rówieśnikom i do tego jeszcze świadomość bycia „już” w gimnazjum.
Pozostaje jeszcze kwestia dodatkowa – teraz ta agresja pojawia się jeszcze wśród 13 letnich dziewczyn.
Bulwersuje to dziwi w sposób szczególny, ponieważ zawsze kobiety, dziewczyny są odbierane jako ta łagodniejsza część społeczeństwa.
Bardziej razi i oburza agresja u nich niż u mężczyzn czy chłopców. Jednak skoro w innych dziedzinach życia zrównały się zadania kobiet i mężczyzn, ich role w społeczeństwie dlaczego dziwimy się kobiecej czy dziewczęcej agresji?
Czy te dziewczyny po prostu nie „dostosowują się do sytuacji”?
Pochodzą ze środowisk, w których nie wzbudzają wielkiego zainteresowania wśród swoich rodziców, ich zachowanie jest popierane przez starsze rodzeństwo i odbierane ze śmiechem jakby bicie było niezłym żartem. Czy chłopiec wychowany w takiej rodzinie nie byłby również takim postrachem któregoś z gimnazjów?
Co do samego programu nauczania na czym właściwie ma polegać dobro gimnazjów?
Pierwsza klasa to powtarzanie podstawówki, w drugiej coś tam zaczynają robić nowego, a w trzeciej powtarzają materiał do egzaminu, czyli de facto znowu powtarzają podstawówkę i jeden roczek z gimnazjów. Jednym słowem 3 lata w plecy, 3 lata, w trakcie których Ci młodzi ludzie mogli spokojnie w podstawówce dalej zdobywać wiedzę, z tymi samymi nauczycielami i tymi samymi kolegami z klasy, wyrabiać swoje własne zdanie, poznawać nauczycieli, możne nawet znaleźć jakiegoś zaufanego, do którego będzie się potem przychodzić w odwiedziny nawet po studiach.
Tak mogło być, jednak chęć stworzenia czegoś innego, lepszego, nowszego była silniejsza. Szkoda, bo nie sądziłam, że stać nas, jako naród na zabieranie naszej młodzieży tylu lat ich dojrzewania, w których zdobyć mogą najwięcej wiedzy.
Gdyby zależało to ode mnie wprowadziła bym stary system 8+4. Nawet nauczyciele akademicy wypowiadają się, że z większą wiedzą przychodziła do nich, na studia, młodzież po tamtym systemie.
Niestety pewnie coś w tym jest…
Popularity: 4% [?]






Żeby się powołowyać na Galerianki? Bez przesady… Tyle tam prawdy, co nic.
Co do reszty się zgadzam. Gimnazja były poronionym pomysłem.
Twierdzisz, że nie ma problemu prostytuujących się nastolatek w Galeriach Handlowych lub innych tego typu miejscach? To jest realny problem społeczny…
Już "za moich czasów" na podwórku miałam dookoła pełno koleżanek, choć to bardziej znajomymi należałoby nazwać, które już lekko się prowadziły. Wtedy tylko jeszcze nie zwietrzyły w tym interesu.
Choć moim zdaniem, to jest bardziej problem ze świadomością tego co jest dobre, a co złe, bo te dziewczyny naprawdę nie widzą w tym nic złego – bo po prostu tego nie rozumieją, są na to za młode…
Ja bym chętnie bronił systemu, który oddziela uczniów w wieku 13-16 lat od podstawówki i szkół ponadgimnazjalnych gdyby:
- był dobry projekt, który by potrafił zaoferować uczniom coś więcej (więcej przywilejów/więcej obowiązków). A póki co ja widzę głównie przywileje, bo pobłażliwość jest taka sama jak w podstawówkach;
- szkoła ma przede wszystkim uczyć, potem wychowywać. Wychowywać powinni rodzice/prawni opiekunowie, a to często ich zaniedbania przyczyniają się do tego, że w gimnazjum młodzież fermentuje i co jakiś czas słyszymy o jakichś patologicznych sytuacjach;
- gimnazjum dowartościowywało, jeśli uczniowie traktują to jak przystanek przed poważną nauką w liceach, to nie dziwne, że chcą być jak najbardziej dziecinni;
- i właśnie dziecinność. Z jednej strony pozwala się na to by gimnazjaliści mogli czuć się dorośle (przymykanie oka na palenie, wyuzdane ciuchy, alkohol na dyskotekach), a z drugiej nie wymaga się by w kulturze osobistej, w wywiązywaniu się z obowiązków być dorosłym. Bo nie są wyciągane konsekwencje.
Sam chodziłem do gimnazjum, choć w tym pierwszym rzucie, to z autopsji wiem po znajomych i rodzeństwie, że póki będzie to tylko sposób na odseparowanie trudnej młodzieży od innych, dopóty będzie to gnojowisko między podstawówką a liceum.
A w sumie po co gimnazja? I tak ma się po nich wykształcenie podstawowe i tak, więc co za różnica czy by były czy nie. Zresztą ogólnie, nie tylko w gimnazjach jest jak jest. Pamiętam jak jeszcze chodziłam do podstawówki (a więc wcale nie tak dawno) to jakakolwiek uwaga nawet pod adresem nauczyciela to było ach i och i w ogóle kara jak nie wiem… Teraz nic to nie znaczy. Ale ludzie ogólnie teraz tacy są. I będzie coraz gorzej. Żadne reformy, żadna psychologia, żadne powroty do dawnego stanu – tego nie zmienią. Jest i będzie coraz gorzej.
zgadzam sie… mlodzi ludzie juz po prostu tacy sa – przepraszam za uogolnianie
– i moim zdaniem, podobnie jak zimbabwe, to czy sa gimnazja czy ich nie ma, nie ma z tym nic wspolnego :/
W końcu idziemy z "duchem czasu", a gimnazjum to nie nowość – a raczej zapożyczenie z tego cudownego ZACHODU.
Nie na daremno się kiedyś mówiło, że uczeń z Polski po liceum ma o wiele większą wiedzę o całym świecie, niż taki Amerykanin… Ale my oczywiście podążamy za cudzym "dobrem" – cudze chwalicie, a swojego nie znacie i efekt jaki jest, taki jest – "chciałem dobrze, a wyszło jak zawsze" się narzuca.
Po prostu zrównujemy się poziomem z resztą otaczającego nas świata…
Podzielam zdanie autorki. Brawo zabardzo mądre spostrzeżenia.
Niestety, u nas najpierw się robi, potem się myśli. To jest szkopuł polskich reform
Dzięki
Dodajmy jeszcze, że wprowadza się taką reformę rocznikowi '86 w drugim semestrze klasy 6 dzięki czemu uczniowie zamiast zdawać do klasy 7 dowiedzieli się, że pójdą do klasy 1..nowej szkoły.
Podkreśla to tylko organizacje jaka była przy wprowadzaniu tej właśnie reformy.
ja bylem rocznikiem laboratoryjnych myszy… pierwsi ktorzy poszli do gimnazjum. nie przypominam sobie zeby cokolwiek zmienilo sie w naszym zachowaniu… jedyne co sie zmienilo – a bardzo nam pasowalo – to fakt, ze bylismy razem o rok dluzej (nasza podstawowka zmieniala sie w gimnazjum wiec spedzilismy w murach tego budynku 9 lat w sumie) ta nowa 'agresja' ktora teraz taka jest glosna wynika chyba jednak nie z tego ze jest sie 'juz nie w podstawowce' tylko z winy mediow -> to w mediach lansuje sie coraz wczesniejsze bycie 'cool'.. wszystkie 'zestawy ksiezniczki' zastepowane sa 'zestawami gwiazdy estrady'.. takie dziewczyny coraz czesniej sie 'lansuja' bo chca byc popularne – cos co w spoleczenstwach zachodnich jest problemem od dawna u nas staje sie na naszych oczach dopiero teraz. moim zdaniem to nie gimnazja sa winne wszelkiemu zlu – mi gimnazja zasadniczo wisza.. choc przyznam, ze wolalbym nie mieszkac obok jednego z nich
Wiesz, ja też jestem właśnie z rocznika tych doświadczalnych królików czy, jak to nazwałeś, laboratoryjnych myszy, ale myślę że ten pierwszy "rzut" gimnazjalistów nie odbierał gimnazjum w ten sam sposób, w jaki podchodzi się do niego obecnie.
Teraz to kolejna szkoła, niemal kolejny etap w życiu, który sprawia że dzieciaki są "doroślejsze", a do tego jeszcze za zmianą szkoły przecież idą nowi znajomi (nie przenoszą przecież tak jak to było u rocznika eksperymentalnego) całych klas z podstawówek – trzeba się więc popisać przed nowymi kolegami.
Sprawa którą poruszyłeś, czyli właśnie te "zestawy gwiazdy estrady" i pokazywanie przez media że na świeczniku są najbardziej agresywni i bezczelni też myślę, że ma duży wpływ. Bardzo trafnie to przedstawiłeś. Uważam, że to też ma duży wpływ na to, jaka jest obecnie sytuacja w gimnazjach.