Absurdy polskiego prawa nieraz zaskakują. Jednakże w sytuacji, gdy zezwalają na bezkarne strzelanie do psa przestają być absurdem, a stają się skandalicznym brakiem myślenia osób, spod ręki których wyszły takie przepisy.
2 stycznia 15 miesięczny Nero, pies państwa Sroka został zastrzelony na spacerze w lesie. Brzmi niewyobrażalnie, oburzająco? Od razu nasuwa się pytanie jak ktoś mógł coś takiego zrobić. Pojawia się naiwna odpowiedź, że na pewno odpowie za swoje czyny, że przecież nie można bezkarnie zabijać czyjegoś psa.
Otóż okazuje się, że można. Jest niemal 100 procentowa pewność, że osoba która zabiła ukochanego przez dzieci Państwa Sroka psa jest myśliwym. Jest to o ile istotne, że w brzemieniu przepisów myśliwy, który zauważy psa nie prowadzonego na smyczy w lesie może go „odstrzelić”.
Prawdą jest, że Nero nie był na smyczy. Jednak czy jest to już wystarczający powód, żeby zastrzelić psa. Czy już sam fakt, że pies nie jest na tej smyczy daje prawo, by nazwać go „szkodnikiem”?
Najpewniej teraz jego właściciele sami sobie wyrzucają i zastanawiają się co by było, gdyby spacery do lasu, dzięki którym pies miał się wybiegać były tylko spacerami, a nie możliwością prawdziwego wybierania się psa, czyli puszczenia go wolno bez smyczy. Takim jednak tokiem myślenia możemy od razu pojechać do pobliskiego parku i wystrzelać wszystkie wolno biegające psy, bo uznamy je za szkodniki. I nie ma znaczenia, że za psem w odległości 100 metrów idzie właściciel, ani nawet fakt że pies nie wygląda na wściekłego, chorego i demolującego szkodnika właśnie.
Prezes Okręgowej Rady Łowieckiej w Przemyślu co prawda przyznał, że strzelający do psa przekroczył swoje uprawnienia :
– Powinien sprawdzić, czy pies został zastrzelony, a jeśli tak, to jego zwłoki przewieźć do utylizacji. Nie wolno mu zostawić ich lesie
Kara jaka może myśliwego spotkać za takie „przekroczenie uprawnień” to wykluczenie z koła łowieckiego i utrata uprawnień do legalnego posiadania broni myśliwskiej.
Jednakże samego zastrzelenia psa nie potępił, bo przecież prawo zezwala na taki „odstrzał” psa w lesie…
Jak to możliwe, że w dobie tak daleko posuniętego rozwoju technologicznego jesteśmy pod względem ochrony praw zwierząt tak bardzo zacofani w Polsce. Dlaczego, nawet jeśli zostanie odnaleziona osoba która zastrzeliła psa odpowie tak naprawdę tylko za nie sprawdzenie czy pies żyje czy nie i nie przewiezienie go do ewentualnej utylizacji?
Myśliwi otrzymują uprawnienia, które dają im bezkarność. Dostają broń do ręki, a my możemy jedynie żywić nadzieje, że nic im, mówiąc kolokwialnie, „nie odbije” i nie zaczną właśnie strzelać do zadbanego, młodego psa, który jest na spacerze ze swoim właścicielem idącym 100 metrów za tym psem. Na dodatek z okna malucha.
Przerażające jak potrzeba zabijania, wyżycia się, poczucia władzy i wyższości nad inna żywą istotą bierze górę. Jak żądza krwi przesłania oczy, przesłania człowieczeństwo takie, jakim powinno być naprawdę.
Nie sztuką jest mieć władzę, przewagę i się nią afiszować, wywijać bronią na prawo i lewo. Sztuką, jak widzimy po powyżej opisanym wydarzeniu, jest nie użyć tej właśnie broni przeciwko bezbronnemu, domowemu zwierzęciu.
Czy chęć zabijania, potrzeba poczucia tej władzy jest aż tak silna, że przesłania racjonalne myślenie?
Popularity: 47% [?]












Comments
Powered by Facebook Comments