„Nielegalne związki” czyli o tym, jak kochają, pożądają i zdradzają mężczyźni.

Czytając pierwsze kilkanaście stron „Nielegalnych związków” odniosłam wrażenie jakbym czytała słowa, które miały nigdy nie być ani dla mnie, ani dla nikogo innego przeznaczone. Jakbym odkryła czyjś głęboko schowany dziennik ze szczegółowym zapisem uczuć. Mogłoby się wydawać, że to nic szczególnego, nie jeden dziennik przecież już mieliśmy okazję czytać, ale tym razem jest to dziennik uczuć mężczyzny! Dość nietypowe doświadczenie, muszę przyznać.

Plebanek obnaża męskie wnętrze w dość brutalny z kobiecego punktu widzenia sposób, obnaża męską psychikę, pragnienia, sposób myślenia skoncentrowany w głównej mierze na pożądaniu.
Momentami powieść jest dla mnie, czysto z kobiecego punktu widzenia patrząc, bolesna. Jak bowiem wierzyć w uczucie, miłość, małżeństwo gdy wczytujemy się w rosnącą falę pożądania żonatego mężczyzny do drugiej kobiety. Co ciekawsze mężczyzny, który ma bardzo atrakcyjną żonę, a więc takiego któremu potencjalnie nic nie powinno brakować. A jednak stara miłość przestała mu już smakować i potrzebuje zaspokoić nowo powstałą żądzę, jaką obudziła w nim „ta druga”.

Z drugiej strony można też w pewnym momentach zrozumieć jego rosnące pragnienie drugiej kobiety – żona początkowo jawiła mu się jako nieco inna osoba i mimo, że obecnie nadal jest atrakcyjna to nie ma w niej już tej obietnicy spełnionych oczekiwań jakie stawiamy sobie na początku związku, nie ma niedopowiedzenia, niepewności, oczekiwania – wszystko jest jasne, pewne i na wyciągnięcie ręki. Nic się już pewnie nie zmieni, a nawet gdyby miało się zmieniać to łatwiej jest obudzić w sobie pasję do drugiej, jeszcze nie odkrytej, kobiety.

„Nielegalne związki” paradoksalnie dają odpowiedź nie tylko na pytanie czy miłość w małżeństwie z biegiem lat nie traci na temperaturze, ale pokazuje także czego tak naprawdę zaczyna w uczuciu między dwojgiem ludzi po latach brakować, a za czym możemy tak tęsknić, że pragnąc poczuć to ponownie będziemy szukali tego u obcych osób. Trochę bolesna prawda, do której większość będzie musiała się przyznać sama przed sobą. Pewnych zmian nie jesteśmy w stanie zatrzymać, możemy tylko dbać o to, by raz „zdobyta” miłość się rozwijała, nikt tego za nas nie zrobi. W przeciwny razie niestety któraś ze stron będzie szukała dreszczu emocji w ramionach innych.

Były również chwile w trakcie czytania tej książki, w których po ludzku było mi żal żony naszego bohatera Jonathana. Czytając o rosnącym w nim uczuciu do drugiej kobiety, rozumiejąc poniekąd jego rosnące pożądanie gdzieś z boku pojawiała się zawsze niczego nieświadoma Megi, która choćby chciała, nie mogła zapanować nad rosnącym pożądaniem męża do drugiej kobiety ani nad rozwijającym się między nimi romansem.

Jaki jest dalszy rozwój tych wydarzeń a przede wszystkim jaki jest koniec historii i jej morał? Książkę koniecznie musicie przeczytać sami, a morał własnoręcznie sobie dopisać.. Jakikolwiek by nie był – gorąco polecam „Nielegalne związki”, pozycję która, trzeba to przyznać, daje do myślenia ;)

(Pod tytułem link do strony, na której możecie pobrać darmowy fragment)

Popularity: 1% [?]

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Blip
  • Flaker
  • Gwar
  • Wykop

„Nielegalne związki” czas zacząć ;)

„Nie chciałam pisać o miłości. Ale spotkałam mężczyznę, który opowiedział mi o swoich miłościach – do żony, do kochanki, i o tym jak bardzo w tej całej zawierusze boi się o dzieci. Pomyślałam, że już czas uczynić mężczyznę głównym bohaterem romansu. Bo on kocha i cierpi – ale nie „za miliony”. Dzisiejszy mężczyzna trzyma ręce na brzuchu rodzącej kobiety, przewija noworodka, gotuje, pierze. A kiedy trafi go „nielegalne” uczucie, musi się zastanowić – co dziś znaczy być prawdziwym mężczyzną? Jaką rolę we współczesnym, partnerskim układzie gra zdrada, rzecz stara jak świat?”

- tak o książce „Nielegalne Związki” pisze sama jej autorka, Grażyna Plebanek. Sama już zapowiedź jest, jak dla mnie, niezwykle zachęcająca do pochłonięcia całej książki natychmiast! Co ciekawe, nie przypominam sobie ostatnio żadnej książki, która z tyłu miałaby opis książki od samego autora. Myślę, że gdyby częściej właśnie w ten sposób wydawnictwa zachęcały do przeczytania konkretnej książki znacznie wzrosłyby chęci na przeczytanie niektórych pozycji.

Tymczasem ja zabieram się za czytanie, a niedługo oczywiście recenzja!

Popularity: 1% [?]

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Blip
  • Flaker
  • Gwar
  • Wykop

„Żona Adama” Monika Rakusa recenzja, czyli słów kilka o żonach swojego męża

żonaadama„Żonę Adama” czyta się jednym tchem.

Składa się na to nie tylko ciekawa analiza psychologiczna jakiej, mogłyby się wydawać mimochodem dokonuje autorka książki, ale też i sposób narracji, który w bardzo lekki, a zarazem niezwykle wciągający sposób prowadzi nas przez codzienność dwóch głównych bohaterek książki – byłej i obecnej żony tytułowego Adama.

Autorka często używa autoironii, a problemy żon Adama opisuje z dużym dystansem jednocześnie nie oceniając ich, a tylko niejako sucho relacjonując.

Zamiast standardowych opisów wydarzeń, mamy tylko relację z punktu widzenia, a właściwie z punktu odczuwania tych wydarzeń przez Ritę oraz Annę – wielokrotnie zamiast bowiem całej rozmowy prowadzonej przez głównej bohaterki możemy poznać tylko ich odpowiedzi na zadawane pytania czy toczone dyskusje. Poznajmy więc tylko znaczenie tych słów od strony bohaterek – widzimy dzięki temu, że intencje nie są ważne, a właśnie to w jaki sposób słowa są przez obie kobiety odbierane, z jaką nierzadko ironią, chęcią jak najszybszego skończenia rozmowy czy po prostu obojętnością.

W tym momencie trzeba zwrócić bardzo uwagę na fakt, że sposoby odczuwania rzeczywistości przez Ritę i Annę bardzo się różnią. Pierwsza wydaje się być niezależną, bardzo głośno wypowiadającą swoje racje kobietą, a druga pokorną, z zachowawczym stosunkiem do życia osobą. Jednakże w zasadzie, w sednie sprawy obie te kobiety są takie same. Ich życie bowiem zostało całkowicie uzależnione i podporządkowane życiu jednego mężczyzny – Adama.

Cała historia zaczyna się od śmierci owego Adama – byłego męża Rity, a obecnego męża Anny. Tuż po jego śmierci poznajmy Ritę i zachowanie, wspominanie, cierpienie po śmierci byłego męża. Rita to kobieta, która uwielbia zwracać uwagę właśnie na siebie, skupiać wzrok wszystkich, zabawić każdego mężczyznę, jej głównym dążeniem jest zostać zapamiętaną!

Kolejna jest Anna, a więc żona obecna żona, która pozornie różni się diametralnie od Rity – jest bardzo zachowawcza, do granic możliwości opanowana z życiem toczącym się jakby obok niej a nie z nią w środku. Anna nie bywa w centrum uwagi, tak jak uwielbia to robić Rita, dla Anny najważniejsze jest zachowanie pozorów perfekcji, ale bez zbędnego zwracania uwagi na swoją osobę. Anna jest bowiem zbyt niepewna i stłamszona przez życie by chcieć nim zawładnąć tak, jak chce to robić Rita.

Dlaczego napisałam, że tylko pozornie Anna różni się od Rity? Obie kobiety, można by rzecz z boku, zawsze starały się zachować jak najwyższy poziom niezależności, własnego decydowania o sobie.

Tak naprawdę jednak były to jedynie pozory zachowywania własnej niezależności, pozory które tak naprawdę przykrywały, czasem nawet i skutecznie rzeczywistość.

Rzeczywistość skrywała prawdę dość niewygodną – obie kobiety, zarówno Rita, jak i Anna były całkowicie zależne od owego Adama, ich główną rolą życia stało się bycie „Żoną Adama”, „Byłą Żoną Adama”, „Obecną Żoną Adama” i można odmieniać te tytuły przez różne przypadki. Życie, myśli, decyzje obu tych kobiet było podporządkowane jednemu mężczyźnie, nie tylko za jego życia, ale nawet i po jego śmierci.

Bohaterki nie tkwią jednak z tej kwadraturze koła przez całą powieść Rakusy. W ostatniej części książki odnajdują porozumienie między sobą i jak i swoje własne tożsamości. Paradoksalnie grzebiąc byłego i obecnego męża odnajdują własne ja i własną niezależność, których na próżno było szukać przy Adamie – intelektualiście i egocentryku, który swoją osobowością przytłaczał obie kobiety.

Nie znałam do tej pory twórczości Moniki Rakusy, ale teraz z chęcią poznam jej pozostałe pozycje – Baśnie dla Antosia oraz 39,9. Bardzo też polecam Wam, drodzy Czytelnicy sięgnięcie po twórczość p. Rakusy. Możecie liczyć na pochłaniającą do reszty lekturę!

J9TBPC9U3VMF

Popularity: 1% [?]

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Blip
  • Flaker
  • Gwar
  • Wykop

Dramat zwierząt w Chinach – żywcem gotowane, żywcem obdzierane ze skóry

UWAGA – Poniższy wpis zawiera drastyczne opisy oraz fragmenty filmowe!

Każdego dnia w Chinach, Korei i na Filipinach zabija się tysiące psów i kotów. Zwierzęta te zabija się dla mięsa oraz dla ich skóry (w przypadku psów). Czy jest to okropne? Z pewnością dla nas jest to niewyobrażalne i obrzydliwe.

Jednak patrząc obiektywnie na kwestię jedzenia psiego czy kociego mięsa krytykując jedzenie właśnie tych zwierząt nie jesteśmy do końca obiektywny – jada się krowy, świnie, króliki, świnki morskie. W Indiach np. krowa jest święta i jedzenie jej to istne barbarzyństwo – dla nas to norma.

O co więc się rozchodzi i czego ma dotyczyć ten wpis? Nie oburzam się o sam fakt jedzenia psów czy kotów, co wcale nie znaczy, że jest to dla mnie w pełni normalne czy też nie wywołuje we mnie obrzydzenia. Jest to straszna „tradycja” jednak byliśmy hipokrytami mówiąc, że jedzenie innych zwierząt jest ok, a tylko jedzenie psów i kotów jest pe i oburzali się tylko i wyłącznie o ten fakt. Można jedynie żywić nadzieję, że narody te wyjdą ze swojego zacofania i te domowe zwierzęta staną się ich przyjaciółmi a nie pokarmem.

Czego więc nie rozumiem? Nie rozumiem potrzeby gotowania psów i kotów żywcem, zdzierania skóry z całego ciała psa, gdy ten żyje ani też nie rozumiem skrupulatnego pałowania drewnianym palem psa przed przystąpieniem do gotowania lub obdzierania go ze skóry. Niewyobrażalna ilość cierpienia, jaka zadawana jest tym zwierzętom jest nie do pojęcia!

Jak to wygląda dokładniej? Możecie to zobaczyć na filmie lub przeczytać opis pod nim.

Zwierzęta pakowane są do małych klatek po 8-10 psów w jednej płaskiej klatce, są one w niewyobrażalnym ścisku, pręty kraty wbijają się im w skórę. W takich klatkach są transportowane na „rynek”. Zrzuca się je w tych klatkach z ciężarówki podkopując, pewnie dla lepszego efektu.

Wyciągane z klatek są metalowymi szczypcami lub chwytem za tylną nogę. I tak oto zaczyna się męka – w zależności od zapotrzebowania na skórę psy i koty są albo żywcem wrzucane do gotowania albo też przystępuje się do ściągania z nich skóry żywcem.

Psy są pałowane, bo w wyobrażeniu Chińczyków dzięki temu mięso będzie bardziej kruche, skóra z nich ściągana jest podczas gdy one ciągle żyją nie tylko dlatego, że podobno wtedy „lepiej” schodzi”.

Chińczycy „wierzą” bowiem, że cierpienie wydobywa smak psiego mięsa. Pokazuje to tylko ich zwyrodnialstwo i okrucieństwo – doskonale zdają sobie sprawę z bólu zadawanego tych zwierzętom.

Pałowanie, skalowanie, rzucanie głową o ziemię, kopanie, przyduszanie odbywa się na oczach tłumów, są wśród tego tłumu dzieci, kobiety – nie widać w nich zbytniego przerażenia czy też oburzenia.

Czasem psy są wieszane na metalowych hakach poprzez wbicie haka w szczękę (cały czas wtedy żyją).

Ludzie dopingują oprawcę/oprawców w jego działaniach, każda wymyślniejsza tortura wzbudza coraz większy entuzjazm tłumu.

Czy jest w stanie ktokolwiek zrozumieć dlaczego oni nie mogą po prostu zabić tych zwierząt i ich ugotować gdy już nie żyją, ściągnąć skóry gdy już nie żyją i obciąć łapy, gdy już nie żyją? Po co komukolwiek jest potrzebne takie okucieństwo? Jak chore muszą być umysły ludzi, którzy się temu przypatrują, przyklaskują i który to robią?!

Przez ostatnie kilka dni obejrzałam filmy z różnych źródeł, na jednym z nich pokazany był pies rasy spaniel. Był to spaniel złoty – bardzo podobny do tego, którego mam obecnie. Jego los nie był jednak taki, jak mojego kanapowca. Na jego złotowłosej szyji pojawił się metalowy pręt do podwieszenia na haku, a jego oczy do końca agonii nie przestały mieć w sobie tego, znanego spanielom, spojrzenia pełnego zaufania i wiary, że zaraz wszystko będzie dobrze. Nie było dobrze. W ogromnej, tym razem, klatce czekała jeszcze jakaś 20-stka jego rodzeństwa.

Poniżej oficjalny apel zamieszczony na stronie PTROA:

Każdego roku w Chinach dziesiątki milionów zwierząt zostają zarżnięte i zaszlachtowane. Zapotrzebowanie na futro jest wysokie, a Chińczycy je dostarczają. To czego nie uda im się wyeksportować poza Chiny zwykle kończy na talerzu.

Zasmuca fakt, że zwierzęta cierpią horrendalne tortury. Są łapane na ulicy i tuzinami upychane w małych klatkach, bez możliwości ruchu. Następnie rzuca się nimi jak martwymi przedmiotami z ciężarówek na ziemię, uderzają o siebie na wzajem i obijają o stalowe klatki. Później klatki te są układane w sterty i wtedy zaczyna się prawdziwy koszmar.

Zwierzę zostaje brutalnie wyciągnięte z klatki i związane, by uniknąć oporu. Jest lekko oszołomione uderzeniem w głowę, ale wciąż żywe. Jeżeli zwierzę nie jest ciężkie, pracownik trzyma je za tylnie łapy po czym bierze zamach i uderza jego głową o ziemie.

Gdy zwierzę jest ogłuszone, zaczyna się nowy i niepojęty etap w tym trwającym koszmarze. Pracownik wykonuje małe nacięcie na plecach zwierzęcia, a następnie metodycznie ściąga z niego skórę.

Proces skórowania trwa około minuty i podczas jego trwania pracownik aktywnie utrzymuje zwierzę przy życiu, ponieważ, jak się uważa, łatwiej jest oskórować zwierzę, gdy jest wciąż ciepłe i krew krąży w jego żyłach. Lecz tu koszmar się nie kończy.

Ostatni etap tego niewyobrażalnego horroru polega na rzuceniu zwierzęcia na bok, na wierzch stosu powstałego z jego zdychających przyjaciół, gdzie umiera nie mogąc wytrzymać bólu. W innych przypadkach, gdy futro zwierzęcia nie jest potrzebne (głównie kocie), zostają one wrzucone do worka, a następnie ugotowane żywcem w beczce wrzącej wody.

Naszym obowiązkiem jest sprowadzić oświecenie. Jest to nasz moralny obowiązek wobec tych zwierząt. Zamykanie oczu nie sprawi, że to się skończy!”

Pod tym adresem możecie znaleźć petycję przygotowaną przez organizację Preserving The Rights Of Animals http://www.ptroa.co.il/petition/

Czy podpisanie petycji możesz coś zmienić? Nie wiem. Może tak, może nie. Może to nic nie da, możemy zamknąć tą stronę i i iść plewić nasze wirtualne grządki albo włączyć telewizor.

Jedno jednak jest pewne – zamykanie oczu na ten problem nie sprawi, że on zniknie! To, że zapomnicie o tym opisie, o filmach jakie zobaczyliście nie sprawi, że te zwierzęta przestaną cierpieć – to z pewnością nie zmieni nic.  Podpisanie tej petycji, przesłanie jej do znajomych, zrobienie wokół niej szumu daje jakąkolwiek szansę na zmianę, a z pewnością nie pozostawia nas bezczynnymi.

Zróbmy chociaż to, co możemy zrobić, bo każde działanie, nawet jeśli wydawałoby się nie mieć znaczenia jest lepsze niż głucha obojętność!

„Człowieczeństwo nie jest stanem, w którym przychodzimy na świat. To godność, którą trzeba zdobyć” – Jean Bruller

Popularity: 17% [?]

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Blip
  • Flaker
  • Gwar
  • Wykop

Kolejna pozycja do zatrzymania chwili – Żona Adama Monika Rakusa

zona-adamaZłota Kolekcja „Zatrzymaj chwilę z dobrą książką i filiżanką kawy Jacobs Cronat Gold” trwa w najlepsze dostarczając mi coraz to nowych pozycji do czytania!

Tym razem wybór padł na książkę „Żona Adama” autorstwa Moniki Rakusy . Miałam okazję czytać fragmenty tej pozycji i nie mogę się już doczekać poznania całości książki!

Na początek będziecie się musieli zadowolić opisem książki podanym przez Wydawcę i czekać cierpliwie na moją relację z kolejnej czytelniczej przygody:

„Adam i jego dwie żony. Pierwsza – waleczna Rita, która znienawidzone imię dostała po Ricie Hayworth, by jak tamta być wyzwaniem dla mężczyzn. Druga – pokorna Anna, wycofana i żyjąca tak, jakby jej wcale nie było. Adam nie żyje. Zabił go tramwaj numer „0”. Jego śmierć ogłoszono w mediach. Nawet w Wiadomościach i Panoramie. Był przecież, jako krytyk i publicysta, dyżurnym intelektualistą kraju. Jak zachowają się obie żony w obliczu śmierci ukochanego i znienawidzonego mężczyzny? Gdy żył cały swój świat budowały wokół niego. Czy to walcząc z nim, czy mu się poddając. Teraz przyszedł czas na podsumowania i trudną podróż w głąb siebie. Monika Rakusa wplata w polską rzeczywistość mityczne opowieści o Lilith i Ewie, dwóch antagonistycznych uosobieniach kobiecosci.”

Cóż, zapowiada się prawdziwa uczta, szczególnie dla mnie. Książka dotyka bowiem w pewnym stopniu tematyki genderowej, a ja miałam przyjemność ukończyć kilkumiesięczne warsztaty Gender, na których „przerabialiśmy” sposób przedstawiania kobiety w aspekcie równouprawnienia płci między innymi w literaturze czy filmie.

Dojdzie więc kolejna pozycja do, samodzielnej tym razem, analizy :)

Recenzja jest już dostępna pod adresem http://szelest-stron.pl/zona-adam-monika-rakusa-recenzja-czyli-slow-kilka-o-zonach-swojego-meza.html – zapraszam do lektury

Popularity: 2% [?]

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Blip
  • Flaker
  • Gwar
  • Wykop